czwartek, 22 września 2016

Obóz IPO- czyli nie taki diabeł straszny...

IPO fascynowało mnie od zawsze, ale jednocześnie kojarzyło mi się z dyscypliną szalenie trudną, wymagającą zupełnie innych metod szkoleniowych, dziwnego sprzętu i wejścia w nieznane mi, hermetyczne środowisko. 
W końcu ciekawość wzięła górę i wraz z pojawieniem się Suri w moim domu wspólnie wkraczamy w tajemniczy świat brzydko wyglądających piłek, wielkich pól do ćwiczeń i ludzi pracujących na psich emocjach bardziej finezyjnie, niż można to sobie wyobrazić.

fot. Angelika Wiatr



Na początku myślałam, że będzie mi bardzo ciężko zakumplować się z nimi wszystkimi. Ja- z border collie ledwo ćwiczącym cokolwiek, małym malinois w różowych szelkach, z zerowym doświadczeniem i ONI- stado ludzi z rotkami, owczarkami i malinami, które chodzą jakby ledwo dotykały ziemi.
Różniło się wszystko - zaczynając od naszych strojów, poprzez sprzęt dla psów, aż do podejścia do swoich zwierząt.

fot. Michał Wicha

Pomimo miliona idiotycznych wpadek, oraz dzięki anielskiej cierpliwości i ogromnej wiedzy Mai i Patryka po jakimś czasie poczułam się jako część tego dziwnego świata z brzydkimi zabawkami, ale hipnotyzującymi psami.
Ćwiczenia i nagrody moich psów zmieniły się niemal o 180 stopni, a ich szafy nie przypominają tego, czym były jeszcze do niedawna i.. tak, są tam już te... brzydkie piłki :D

Prawdą jest, że IPO to bardzo trudny i złożony sport, ale jednoczesnie jest fascynujący, finezyjny, dający bardzo wiele i odbierający równie tyle czasu.



Naturalną drogą wsiąkania w psi sport w lipcu znalazłam się na obozie IPO prowadzonym przez Tomasa Taubnera i Odreja Lodinskky'ego. Dodatkowym plusem był fakt, że pojechałam razem z całym teamem szkoły Dog Up(klik!) - z Patrykiem, Mają i Michałem.  
Czekały mnie zajęcia z posłuszeństwa, śladów i obrony sportowej- czyli wszystkie trzy konkurencje stanowiące IPO.



Czego się spodziewałam?

Przede wszystkim byłam skołowana cieczką Suri, która rozpoczęła się chwilę przed wyjazdem na obóz. Nie wiedziałam, czy będę mogła ćwiczyć wraz ze wszystkimi, jak ona się zachowa, czy właściciele innych psów nie będą mieli do mnie pretensji.
Nie wiedziałam, jak organizator ma zamiar rozplanować ulokowanie ponad trzydziestu psów w dość małym ośrodku, na jednym placu szkoleniowym, przy dość skromnym lesie, gdzie wszyscy będziemy spacerować.


Jak było?

Na miejsce przyjechaliśmy w poniedziałek z samego rana, kiedy też rozpoczęły się już treningi. Rozstawianie namiotów, klatek, parkowanie samochodów.
Co mnie zdziwiło-nie znalazł się blisko nas żadnen pies, chociaż ośrodek składał się z placu, wokół którego były budynki mieszkalne, miejsca na namioty i wąski parking, który łączył wszystkie te elementy. Nic nie przywitało mnie skacząc na mnie czy burcząc na mojego psa.


Lista osób była rozpisana na tablicach. Na wielki, idealnie równy i pokryty miękką trawą plac na posłuszeństwo wychodziły dwie grupy jednocześnie- jedna osoba z Tomasem, druga z Odrejem,natomiast na obronę wszyscy wchodzili pojedyńczo.
Wydawało mi się, że rozumiem czeski język, jednak szybko doceniłam obecność Mai i Patryka, którzy doskonale rozumieli co mówią prowadzący. O wiele lepiej szło mi rozmawianie po angielsku.

 fot. Michał Wicha

Nie usłyszałam ani jednego słowa sprzeciwu dotyczącego ćwiczeń z suczką w cieczce- wręcz przeciwnie- wielu uczestników koniecznie chciało ze swoimi samcami ćwiczyć po mnie, a najlepiej odłożyć psa tam, gdzie Suri leżała. W końcu na zawodach pies nie może rozpraszać się takimi rzeczami.
W nocy faktycznie mój kochany, łysy malin trochę przymarzał, więc spała ze mną, na posłaniu i pod śpiworem. Na następne wakacje muszę kupić jej własny śpiwór :D


Byłam z najmłodszym psem (nie licząc Cyklona, szczeniaczka Patryka) i szybko zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie jestem też jednym z najmniej doświadczonych uczestników obozu. 
Podczas pierwszego wyjścia, gdzie było zaplanowane posłuszeństwo, byłam mocno zbita z tropu, jednak Tomas uspokoił mnie mówiąc "great heeling!" :) 
 

Co mnie zaskoczyło? 
Prowadzący nie mówili "zrób tak i tak" tylko "być może wygodniej będzie tak i tak?" albo "ja ze swoim psem robię to tak i tak".
Wejścia nie były mierzone ze stoperem w ręku, każdy pracował tyle, ile potrzebował i nikt nie miał pretensji, że jego wejście trwało dziesięć minut mniej czy więcej.
Każdy trening był dokładnie przemyslany i zaplanowany pod psa- nie było omawiania "na szybko" czy robienia czegoś  "do połowy" bo "jest jeszcze czas!" albo "nie ma już czasu!". Dzięki temu każdy mógł rozwiązać swoje problemy od A do Z, a prowadzący z pełną uwagą wnikliwie odpowiadali i usazadniali swoje zdanie.

Emocje. Szkolenie nie skupiało się na metodach układania rąk, psa, czy innych pomocy, tylko na emocjach psa- czy odpowiednio jest wprowadzony na plac, jakie ma nastawienie do pracy, "czy w inny sposób nie zrozumiałby tego lepiej?". "Być może gdyby zrobić tak i tak rozluźniłby się i byłoby to widać w jakości jego chodu?", itd.
Kolejny raz poczułam, że w czasach "przed IPO" nie doceniałam roli emocji w szkoleniu psa. Dzięki przygodzie z tą dyscypliną i z ludźmi, z którymi ćwiczę wiem, że mogę bardzo precyzyjnie oddziaływać na emocje mojego psa podczas szkolenia i korzystać z nich na wiele sposobów.

fot. Michał Wicha

 Nie sposób opisać wszystkiego, czego dowiedziałam się i co zobaczyłam przez ten tydzień. Obserwacja innych par, a zwłaszcza zawodników, była dla mnie bardzo inspirująca. Przede wszystkim uczę się zwracać uwagę na wiele szczegółów- na przykład równe, spokojne wąchanie czy rozlunione barki świadczące o tym, że Suri w tym konkretnym momencie jest szczęśliwa, bo dokładnie wie, czego od niej wymagam.


fot. Michał Wicha

Uczestnicy byli dla siebie przemili i pomocni. Atmosfera była wspaniała i pełna sympatii.
Wszyscy chętnie angażowali się w treningi innych- kiedy trzeba było dla kogoś udawać krzyczący tłum na zawodach, stworzyć grupę, czy zrobić cokolwiek innego.
Uczestnicy z zaangażowaniem słuchali wejść innych i ukazywali szacunek do grupy i prowadzących odpuszczając sobie śmiechy, gadanie przez telefon czy widoczne olewanie tego, co działo się na placu.
Dzięki nam wszystkim panowała atmosfera wesołej, sympatycznej nauki.

Aiax, pies Patryka i wielokrotny uczestnik Mistrzostw Świata IPO, moja ukochana Klucha :D <3

Psy... To był obóz dla ludzi, a nie dla psów i to było widać w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Żadnen pies z "publiczności", nawet podczas "tylko" posłuszeństwa nie biegał luzem, nie wkurzał innych ludzi, nie przeszkadzał ćwiczącemu psu swoją obecnością "bo on będzie grzecznie siedział" "bo on się mieści na kolanach" "bo on jest smutny w klatce"etc.
Wszyscy pilnowali tego, żeby na placu przebywały jedynie psy, które ćwczą i żadnej więcej- głaskanie, chwalenie się swoim pupilem i spacerowanie odbywało się poza placem, jak najdalej od par, które ćwiczyły.
Dzięki temu liczba rozproszeń była bardzo skutecznie ograniczona, a nauka szła szybko i bez zbędnych nerwów.

 fot. Michał Wicha

Co ciekawe na parkingu, gdzie obok siebie były poustawiane klatki, kojce, samochody i namioty nie było przez cały tydzień ani jednego spięcia pomiędzy psami! 
Żaden nagle nie wpadł bez smyczy w drugiego, nie było nerwowej atmosfery i negatywnych emocji towarzyszących sytuacjom, które zdarzają się w innych miejscach nawet podczas zawodów- ot chociażby na zawodach obi we Wrocławiu ostatnimi czasu psa mojej koleżanki, który schodził ze swojego występu zaatakował biegający luzem inny pies.
Brak takich sytuacji na obozie dał nam wszystkim się zrelaksować i skupić na zapewnieniu swojemu psu komfortu psychicznego.
Przerwy, które większość z nas spędzała wygrzewając się na dworze, któreż nie były przerywane dziko biegającym psem pomiędzy ludźmi.


Kolejnym zaskoczeniem były spacery w lesie dookoła ośrodka- pomyślelibyście, że po wypuszczeniu tam trzydziestu psów, które raczej nie lubią innych ludzi i zwierząt była tam prawdziwa wojna? Nic bardziej błędnego.
Było całkowicie spokojnie. Każdy miał swoją przestrzeń, na której mógł spokojnie zająć się swoimi zwierzętami. 


 Dzięki wzajemnemu zrozumieniu chodziłam na spacery ze swoją suczką w cieczce i... trzema obcymi samcami malinois. Bez bijatyk, zmuszania psów do wąchania się lub do bycia wąchanym, bez prowokowania bójek czy wprowadzania możliwości wyboru psom. Były to na prawdę spokojne, wesołe spacery, wypełnione rozmowami i zwiedzaniem nowych miejsc.


Jakie mam wnioski po obozie?

Ludzie ćwiczący IPO nie są tacy straszni, jak mogłoby się wydawać :D Ich psy nie biegają wściekle po placu treningowym w przerwie od szkolenia nie dlatego, że są niewychowane i agresywne, a dlatego, że mają mieć określone emocje związane z miejscem, w którym ćwiczą. 

Przewodnicy podczas obozu nie puszczali psów ze sobą luzem, żeby się wybiegały z nowymi kolegami, ponieważ cenią sobie spokojne emocje podczas spaceru, a nie ustawianie się wzajemnie, wąchanie i bieganie, a więc męczenie się, w przerwach od ciężkich treningów.
Czas na spacerowanie luzem jest wtedy, kiedy pies może oddać się w spokoju spacerowym zajęciom, jednocześnie wyciszając się i relaksując. 

W wielu elementach składających się na tą fascynującą dyscyplinę często długo prowadzi się psa w taki, a nie inny sposób nie dlatego, że nikt nie wie jak to zrobić lepiej, ale dlatego, że przewodnik liczy się z emocjami, jakie ma pies i tym, jakie mogą się pojawić na zaawansowanych etapach szkolenia.

 Cyklon :D

Psy są mądrzejsze niż mi się wydaje, a chęć pracy psów użytkowych wryła mnie w ziemię. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Obecnie wiem, że wcześniej moje pojęcie o szkoleniu psów oraz o tym, jak wygląda obraz psa w pracy było nie pełne, brakowało w nim wielu, wielu zmiennych.
Podczas obozu (a wcześniej podczas seminariów, o których pisałam), obserwując pracę uczestników oraz słuchając nieocenionych komentarzy naszej polskiej paczki zobaczyłam, co oznacza psi sport i jak dalekie było moje pojęcie o tym od stanu faktycznego.
Myślę, że trzeba mieć w sobie ogromne dawki pokory i samozaparcia, żeby podjąć się nie tylko pracy nad "suchymi faktami" takimi jak chodzenie prosto, na boki, czy skakaniem- ale również nad tym, w jaki sposób pies do odczuwa, co pokazuje jego ciało i jakie ślady zostawiamy w jego psychice tym, co próbujemy z nim zrobić.

 fot. Michał Wicha- dziękuję za tyle zdjęć!


Czy IPO według Was wygląda tak, jak je opisuję? Co myślicie na ten temat? Dajcie znać w komentarzu! :)


34 komentarze:

  1. Strasznie podobają mi się te szelki Suri! Tylko ciekawa jestem jak wyglądałyby na Bobiku :P

    Ps. : Ja bym jednak na twoim miejscu wysterylizowała Su.

    Pozdrawiamy Daria, Bobik, Aza i Hexie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :)
      dlaczego miałabym ją sterylizywać? :D

      Usuń
  2. Zazdroszczę możliwości trenowania IPO. Wprawdzie najbliższy ośrodek szkoleniowy w tym zakresie znajduje się około 40km od mojego miejsca zamieszkania i tak przygodę z IPO będę w stanie zaczac dopiero za około dwa lata. Wtedy tez szczyl bedzie sobie liczyl grubi ponad rok no i ja będę mogła mieć możliwość wręcz codziennych wyjazdów. Twoim zdaniem dą się rozpocząć na własną rękę z internetem i telefonicznie IPO? Czy jedynie zepsulabaym psa gdybym zaczęła dlubac w tym bez żadnego doświadczenia. Lui ma bardzo mocny popęd i chwyt, uważam że swuetnie naprowadzony sprawdziły się w IPO ale ryzykować chyba sama bez pomocy szkoleniowców zamiaru nie mam :/ Ah no i atmosfera musiała być na prawdę zadowalająca. Zero plątających się pod nogami psów i wolną przestrzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bez pozoranta obrony nie zrobisz :D Posłuszeństwo można próbować, w końcu raz pojedziesz, coś zobaczysz, potem będziesz miała czas, żeby psu to wprowadzić.
      Udało mi się zorganizować seminaria w moim mieście, więc ćwiczyłam u siebie, a teraz będę jeździć do Łodzi, to jakieś 200km. Mając 40km do nich chyba byłabym tam codziennie :D

      Usuń
  3. IPO to dla mnie zamknięta księga - tak wielu rzeczy nie rozumiem (na przykład dlaczego wszyscy ipowcy mają psy z łańcuszkiem na szyi? fajnie wygląda, ale dlaczego?), że masakra. Chciałabym spróbować, ale co mi się coś kroi, to albo ja się pochoruję, albo Sheala postanowi umierać; raz nawet byłam umówiona z Mają, ale S. dostała takiej babeszjozy, że serio myślałam, że jej z tego nie wyciągniemy.
    Niesamowicie podoba mi się ipowskie posłuszeństwo, obrona też wydaje mi się super, nie podoba mi się za to sama koncepcja sportowego tropienia - ale to moje fanaberie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w regulaminie jest zapis, że pies na płytę może wejśc wyłącznie w łańcuszku, a na ślad w łańcuszku lub określonym modelu szelek. Wynika to m.in. z tradycji (próby pracy w de) oraz z prostego powodu- w łańcuszku nie da się zamontować kolców lub prądu, co jest możliwe do montażu w zwykłej obrozy. Łańcuszek, jeśli jest zapięty, to zawsze tak, żeby NIE był zaciskiem, ponieważ zacisk uniemożliwia korektę no i można udusić psa :p
      Odkąd zaczynam rozumieć o co chodzi, to bardziej podoba mi się tropienie :)

      Usuń
    2. O, dzięki za wyjaśnienie! Takie proste, a nie wpadło mi do głowy.

      Muszę się w końcu wybrać na jakieś zajęcia do Mai i Patryka.

      Usuń
  4. Kiedyś myśląc o IPO wyobrażałam sobie najgorsze - agresywne wielkie psy, które po prostu chcą dopaść i zabić :p
    Tak, byłam ignorantem. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać druga stronę medalu mianowicie wspaniałą prace na emocjach, której nie widzę w żadnym innym sporcie!

    Od dawna wiem że chcę mieć malinę, ale mimo wyboru tak "specjalistycznej" rasy i tak będę iść raczej w innym kierunku - m.in agility.
    Dziwię się że dość często spotykam się z raczej negatywnymi opiniami, nawet nie skierowanymi konkretnie do mnie, tylko do ogółu - jak to, brać maline i nie trenować IPO? To przecież będzie wbrew naturze tych psów!
    W takie dyskusje nie wchodzę, bo jak dla mnie argument ze coś jest wbrew naturze psa jest często zupełnie idiotyczny - owczarek belgijski to...owczarek, którego pierwszym zadaniem było pasienie.
    W Polsce znam jedna maline która ma doczynienia z owcami ale jest to bardzo rekreacyjne.

    Jednak twoje wpisy coraz bardziej mnie zachęcają do pojechania na jakieś IPOwskie semi bo jak sama zauważyłaś, zupełnie inaczej tam się podchodzi do przeróżnych spraw. A wszechstronna wiedzą jeszcze nikomu nie zaszkodzila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z jednej strony uważam, że to dobrze, że większość z nich pracuje w IPO- dzięki temu można zachować dobre cechy charakteru- bordery coraz częściej do niczego się nie nadają, bo ludzie rozmnażają psy pod kolor albo bo ładnie skaczą, chociaż ich psychika pozostawia wiele do życzenia. Jednak tak mocna konkurecja wymaga pewnych cech charakteru. Z drugiej strony chociażby po frisbowym USDDN widać, że maliny świetnie sobie radzą nie tylko w IPO, a na FMBB jest wiele konkurencji tylko dla malin.
      Ogólnie- wszystko z głową, byleby nie psuć rasy- wiele ras już ucierpiało, bo ludzie zapomnieli o ich predyspozycjach.
      Mi się marzy rochę frisbee z Su, muszę tylko uzbierać na dyski. Giro z kolei coraz lepiej radzi sobie w... tropieniu sportowym :D Bordera na FH jeszcze nie było :D

      Usuń
    2. Dokładnie! Kiedyś myśląc o malinie szukałam tylko miotow gdzie rodzice sami agilitują, a z IPO mają jak najmniej doczynienia. Wyboru dużego nie miałam :p Teraz mniej patrze na to jaki pies trenuje sport, a bardziej po prostu na cechy charakteru ;)

      Nie myślałas o osobnym wpisie na temat IPO? W ogóle czemu cie ten sport zainteresował (i to na tyle żeby wziąć maline!), jakie zauważyłaś (bądź czy w ogóle jakieś są) zmiany w zachowaniu Suri odkąd się szkolicie w tym kierunku etc?
      Bo jak patrze po komentarzach to coraz więcej osobom otwierasz oczy na to o co naprawdę w IPO chodzi i fajnie by było pójść jeszcze o krok dalej i zebrać wszystkie doświadczenia w jednym miejscu :)

      Usuń
    3. może jak nabiorę więcej wiedzy i przekonania co do niej to coś napiszę :) jak na razie jestem żółtodziobem, wiele rzeczy wiem z opowiadań, ale nie widziałam i nie sprawdziłam na sobie, to jeszcze nie ten czas :)
      Obrona raczej nie zmienia psa pod kątem agresji- po prostu pies ma ją w sobie i może z jej pomocą pracować lub nie. Suri na pierwszym spacerze jak przywiozłam ją z hodowli warczała i bufała na ludzi, więc można nawet powiedzieć, że nieco się.. wyciszyła odkąd ją mam ;))

      Usuń
  5. Ja w życiu nie podejrzewałabym, że kiedyś wkręcisz się w IPO i w ogóle, posiadanie maliniaczka. Ale strasznie mi się podoba, bo widać że praca i chęci i można wszystko :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już przed borderciem myslałam o malinois :D

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że masz takie przykre doświadczenia z uczestniczenia w warsztatach i seminariach w Polsce. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam też dobre doświadczenia z takich warszatów, ale ostatnie zawody obi we Wrocławiu były dla mnie prawdziwym szokiem przez te dziko biegające luzem psy :p

      Usuń
  8. Ja uważam, że w każdej psiej dyscyplinie są dobrze i źli szkoleniowcy. Ja miałam do czynienia tylko z 1 niby specjalistą od IPO ale w moim mniemaniu kiepskim. Mimo tego też uważam, że osoby cwiczące IPO często lepiej radzą sobie z pracą z psem na wysokim pobudzeniu, z odpowiednim kształtowaniem psich emocji, dlatego mam nadzieję niedługo uda mi się zorganizować semi z Mają i Patrykiem. Dzięki za wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszędzie znajdzie się wspaniałych szkoleniowców i świetnych ludzi albo słabych szkoleniowców z bardzo słabym teamem. Radzą sobie lepiej, ponieważ IPO wymaga ogromnego pobudzenia, ale jednocześnie pracy bez nagrody- wydaje mi się, że we frisbee czy agility również psy pracują na maksymalnym pobudzeniu, jednak praca jest bardziej samonagradzająca się. Takie porównanie, gdyby siadło do tego kilkoro zawodników różnych dyscyplin, byłoby szalenie ciekawe!

      Usuń
  9. Zawsze uważałam, że psy w obronie są niezdrowo nakręcone, rozhisteryzowane i na ślepo próbują zjeść pozoranta ^^ Dopiero od jakiegoś czasu zaczęłam się trochę uważniej temu wszystkiemu przyglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie świat IPO jest zupełnie obcy, inny. Sama jestem przyzwyczajona do piesków, które biegają luzem i nie potrzebują aż takiego nadzoru.
    O, właśnie! Zawsze byłam ciekawa jak to jest z psami ćwiczącymi obronę. Jak Su reaguje na inne psy i ludzi (np. na spacerze?) Jest gotowa użreć jakiegoś człowieka w Twojej obronie, chodzi w kagańcu "dla bezpieczeństwa?"

    Zawsze wydawało mi się, że Twój borderek to taki łagodny baranek, a malina to dziewczyna nieznosząca sprzeciwu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku- kaganiec nie jest dla bezpieczeństwa, kaganiec jest wymogiem prawnym, a nad bezpieczeństwem stoi wychowanie. Jedynie do czdego przydaje się kaganiec, to do głupich ludzi, którzy nie umieją dać psu spokoju np. w komunikacji miejskiej- oba moje psy nie lubią takiego kontaktu i oba są w stanie zaatakować natrętych cmokaczy :p

      Suri nie lubi innych psów i ludzi, jest nauczona ich ingorować, dlatego bez problemu porusza się bez smyczy w parku czy między ludźmi. Nie znosi interakcji z ludźmi i psami, irytuje ją na przykład kontakt wzrokowy, jednak jest zrównoważona.
      Sama nie podejdzie do ludzi i do psów, na delikatne zaczepki reaguje sztabem sygnałów ostrzegawczych, na mocniejsze zaczepki (np gapienie się jej w oczy, dotknięcie mnie) reaguje gwałtownie, jednak pozostaje obecna i odwoływalna.

      Moi znajomi zdecydowanie mniej obawiają się Suri niż Giro- on często z zaskoczenia potrafi szczypnąć czy warknąć, bo wkurzyło go za długie głaskanie, albo ktoś gwałtownie wstał i włączyło mu się zaganianie. Suri przez ludzi których zna może być dosłownie tłamszona i noszona na rękach, jest idealnie zrównoważona. Oboje nie lubię za to właściwie wszystkich psów i nie wchodzą z własnej woli w kontkt z innymi ludźmi.

      Usuń
  11. Swego czasu nakręcałam psa na "rękaw" (ręka owinięta w koc), chociaż można uznać, że on sam z siebie wiedział co robić (nigdy nie ugryzł gołej ręki (nie liczy się gdy źle złapie). Tak pięknie biegł, rzucał i szarpał się, a później w miarę chętnie puszczał, ale tylko w domu. Na podwórku za bardzo się rozprasza i nadal nie przepada z innymi ludźmi, a teraz nie może chodzić nawet na długie spacery ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gings też lubi gryźć polarowe koce, gdziekolwiek by nie były :D

      Usuń
  12. Ja swoją przygodę z IPO zaczynałam lata temu, jeszcze z poprzednim bokserem - ta przygoda zakończyła się IPO-3 z oceną doskonałą :).
    Z Tayrą za to w pewnym momencie odeszłam od typowego IPO, a poszłam w stronę obrony cywilnej.
    Generalnie uważam, że każdy powinien się chociaż kilka razy wybrać na trening do dobrego IPOwca (a mamy ich w Polsce paru, całkiem nieźle rozlokowanych), bez względu na to, jakiego ma psa. Bo nikt inny nie uczy tak dobrze i tak szybko absolutnych podstaw pracy z psem :).
    Jedyny minus: to środowisko "nieco" rozpuszcza człowieka. I potem gdy się wraca do rzeczywistości, to - widząc pewne rzeczy, czy to na seminariach czy treningach czy spacerach/na wybiegach - ma się ochotę płakać :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, masz absolutną rację :) Gratuluję wyników, ja bardzo chciałabym wystartować kiedyś z Młodą!

      Usuń
  13. Ja dopiero moją przygodę z IPO zacznę... a przynajmniej mam nadzieję :) ponieważ Furia jest moim pierwszym psem, trochę ją "zepsułam" na początku :D zaczynam szkolenia za późno, no bo ta moja Mysza ma już prawie 7 miesięcy, a my pierwszy trening obrony miałyśmy kilka tygodni temu i przez to mam ogrom wątpliwości co do jej kariery... Największą przeszkodą jest to, że nie jestem pełnoletnia :/ oraz przez podejście do psów ludzi z mojego otoczenia, głównie oczywiście rodziny :D no i na koniec pytanko-czy ja i Furia w przyszłym roku równiez mogłabym się wybrać na taki obóz? Czy standardowo-muszę być pełnoletnia? :( i jeszcze jedno-jakbyś kiedyś miała ochotę wpaść na podkarpacie to serdecznie zapraszam! "D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! :D Myślę, że z opiekunem możesz jechać (po prost trzeba znaleźć jelenia, który podpisze, że będzie Cię pilnował). Twój wiek ma wiele plusów- zobacz ile wiedzy i doświadczenia będziesz miała w moim wieku, a ja dopiero zaczynam!

      Usuń
    2. Oczywiście, trzeba szukać plusów :D chociaż jest naprawdę ciężko cokolwiek zrobić, teraz sama organizuję trening niedaleko mnie, ściągam trenera, ludzi z psami i załatwiam miejsce, bo to mogę zrobić jako niepełnoletnia :D bardzo chciałabym mieć chociaż kilka treningów z Mają i Patrykiem, ale najwcześniej za trzy lata... :D chyba, że przyjadą na podkarpacie :P

      Usuń
    3. Oczywiście, trzeba szukać plusów :D chociaż jest naprawdę ciężko cokolwiek zrobić, teraz sama organizuję trening niedaleko mnie, ściągam trenera, ludzi z psami i załatwiam miejsce, bo to mogę zrobić jako niepełnoletnia :D bardzo chciałabym mieć chociaż kilka treningów z Mają i Patrykiem, ale najwcześniej za trzy lata... :D chyba, że przyjadą na podkarpacie :P

      Usuń
  14. Mnie tez się strasznie podoba ten sport, ale z yorkiem to raczej trenować nie będę. Super ekipa była na semi, genialne miejsce i piękne psy. Super, że jesteś zadowolona z wyjazdu i semi !

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze byłam ciekawa, jak IPO wpływa na codzienne życie psa?.W sensie czy jest szansa, ze agresja przeniesie się później na życie codzienne? Czy raczej jest mocna granica, która pies musi po prostu znać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to raczej w drugą stronę- jeżeli jest w psie agresja, to przeniesie się na trening (i jeśli mówiimy o treningu na prawdę sportowym- podniesie jego jakoś i estetykę). Za pomocą treningu w psa, który nie ma w sobie agresji bardzo ciężko jest ją wytworzyć. Wiele psów z czołówki światowej pracuje w łupie i nie jest zbyt agresywne, a ich wyraz wynika z.. frustracji łupu, nie agresji do człowieka :)

      Usuń
  16. Jeszcze nie tak bardzo dawno- Giro i frizbiaczki, a tu proszę! Miszcz IPO rośnie w oczach :D
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią! :)