sobota, 3 września 2016

Upał, kamienie, offroad, góry- czyli Albania z psem cz.2

Decyzja o wycieczce do Albanii została podjęta spontanicznie- wszyscy uczestnicy dotarli do wniosku, że nie starczy nam czasu na dojechanie do Kirgistanu, który bardzo chciałam zobaczyć. Kolejnym egzotycznym miejscem wolnym od tuzina turystów była Albania:




Republika Albanii to państwo leżące na Bałkanach. Posiada dostęp do morza Jońskiego i Adriatyckiego. 75% powierzchni kraju to góry, co jest jedną z przyczyn biedy w tym kraju.
Brak funduszy i ekstremalnie trudne podłoże sprawiają, że w Albanii drogi są właściwie wyłącznie przy wybrzeżu- w górach czekają na turystów  słabo przejezdne drogi szutrowe, z kamieniami oraz przepaściami.
W górach nie działają służby pogotowia ratunkowego.
Albania nie jest częścią Unii Europejskiej, więc żeby wjechać na jej teren z psem należy posiadać paszport i zaświadczenie o ilości przeciwciał na wściekliznę (ok. 300zł)
Historia Albanii mówi wiele o tym, czego można się tam spodziewać. Jako jedno z pierwszych państw w Europie była państwem Chrześciańskim- wiarę przynieśli tam sąsiedzi z Grecji. W XV wieku Albanię zajęli Turcy i rozpoczęli islamizację państwa, dzięki czemu na każdym kroku ścierają się dwa wyznania- Islam i Chrześciaństwo.
W dużych miastach meczety stoją obok kościołów i wszyscy żyją w pokoju, natomiast w częściach wiejskich mieszkańcy dzielą wsie i regiony na te dwie religie. Konflikt na terenach wiejskich ociera się o początki wojny domowej.
W okolicy II Wojny  Światowej Albania przez chwilę była... monarchią z niemieckim królem. W roku 1944 przywódcą ruchu oporu został Hodża, którego wpływy w Albanii widać wszędzie do dzisiaj. Wymarzył sobie militanre państwo i wymyslił, że każda rodzina ma mieć własny bunkier. Na większości podwórek można zobaczyć bunkry. Są też na plażach, wzdłóż dróg i... właściwie wszędzie. Dodatkowo konflikt sąsiadów- Serbii i Kosowa sprawił, że nawet w miastach spotkamy zburzone, zmombardowane domy.
Większość Albańczyków ma broń, policjanci też się nią czynnie posługują (widzieliśmy nieudane zatrzymanie cywilnego samochodu na drodze, które skończyło się strzelaniną). Poza tym Albańczycy to przemili, uczynni i bardzo gościnni ludzie.

Jak już wszystko wiecie to... jedziemy! :D

o sprzęcie jaki zabraliśmy ze sobą napiszę na końcu serii o Albanii z psem :)

Wycieczkę rozpoczęliśmy od przejazdu przez Bośnię i przepiękne Sarajewo, w nocy wjechaliśmy do Czarnogóry i przez góry jechaliśmy aż do rana. Pogratulowałam sobie wyłożenia bardzo miękko legowiska psa, ponieważ na kamieniach latało w samochodzie wszystko, łącznie z Susłem :D


Czarnogóra- tam, gdzie turystów już nie ma :)

Góry Piekielne leżą na terenie Kosowa, Czarnogóry i Albanii. Z oczywistych względów ominęliśmy Kosowo i zwiedzilismy je od strony dwóch pozostałych państw. Przywitały nas gorącym, mokrym powietrzem, mnogością meczetów z wyjącymi głośnikami na wieżach i surowymi, kamienistymi szczytami.

 Zostawiliśmy za sobą normalne samochody i rozpoczęła się prawdziwa offroadowa trasa. 


Dolina Grebaje to miejsce, w którym nie ma zasięgu telefonów, dźwięków meczetów ani ludzi. Jest cicho, spokojnie, zapach jest odurzający. Suri po tarzaniu się w trawie nabrała najpiękniejszego zapachu jaki kiedykolwiek czułam- górskich ziół, słodkich kwiatów i nagrzanego słońcem futerka.


Wycieczki w góry okazały się trudne dla psów- na całej trasie ostre kamienie, skorpiony, węże. Do tego prawdziwy żar lejący się z nieba i brak szlaków- to jedne z ostatnich dzikich gór..
Góry Piekielne trochę przypominają Tatry Wysokie z tą różnicą, że nie ma tam szlaków, zasięgu, GPS się gubi i nie istnieje tam nic na kształt naszego GOPRu, a trasy dla pogotowia są nieprzejezdne.


Poranki w górach witały nas mgłą, mokrą trawą, oszałamiającym zapachem ziół i temperatują poniżej 10 stopni. Magiczny czas, wart każdej niedogodności.
Suri spała z nami w namiocie- w samochodzie było mało miejsca, na zewnątrz bałam się zimna oraz dzikich i jadowitych zwierząt. Dodatkowo wiele osób opowiadało nam o dzikich psach, które nie boją się podchodzić do namiotu i są agresywne. W takich warunkach każdy alarm był dobry. A pies w śpiworze działał jak mały grzejnik :)




aportowanie kamieni- żywy dowód na to, że jak pies chce, to potrafi bawić się wszystkim i nie potrzebuje piłek na grubą kasę ;)))

W górach spędzlilismy kilka dni. Bajkowy, pachnący czas z pięknymi widokami. Psy biegały luzem, nie spotykając żywej duszy- ani ludzkiej ani zwierzęcej. Obok nas było schronisko, opuszczone i zawalające się.
Jeśli raj istnieje, to mój na pewno będzie wyglądał własnie tak. 
W okolicy miała być woda, ale jednak wszystko co było wyschło, więc polegaliśmy na swoich zapasach. Kiedy zaczeły się kończyć wyruszyliśmy do Albanii.  Granica okazała się być małym szlabanem, gdzie z chęcią sprawdzano dokumenty samochodów i zupełnie olano dokumenty psów. Strażnik nawet nie chciał psich paszportów dotykać :p
Zaraz za granicą skończyła się normalna droga. Znowu wjechalismy na szutrową drogę z kamieniami.
W Albanii jest tylko jedna mała autostrada, a większość dróg nadaje się tylko dla samochodów terenowych.



 bunkry! :D
 drugi po bunkrach znak, że jesteśmy w Albanii- krowy, świnie i osły na każdej drodze :)

Spragnieni kąpieli i wody w większych ilościach niż niezbędne minimum zatrzymaliśmy się na małą kąpiel. Nawet górskie źródła są ciepłe i wchodzi się do nich z przyjemnością.




Po krótkiej kąpieli dojechaliśmy do małej wioski Vukiel na szczytach gór.
Miejscowi byli bardzo miło nastawieni i do nas i do psów. Wiele razy podkreślali, że są Katolikami. Być może w Muzułmańskiej wiosce nie byłoby tak miło? Po wesołym wieczorze udalismy się szukac spania. Nie udało się znaleźc nic sensownego i ze względu na chodzące dookoła obozu dzikie psy postanowiliśmy spać w samochodzie... :p




W Albanii z szutrowych dróg zrobiły się ekstremalne drogi, ponieważ wąska nitka kamieni kończyła się ogromną przepaścią.





Suri absolutnie nic sobie nie robiła z widoku za oknem. Jedyną niedogodnością był fakt, że na takiej nawierzchni niemożliwe było wyjście z psem na siku- po otwarciu bocznych drzwi była tylko stroma przepaść. W dodatku drogi są dwukierunkowe- cieszylismy się, że nikt nie jedzie z przeiwnej strony w najwęższych jej miejscach.
Jedyne, co mogliśmy zrobić lepiej szykując dla niej miejsce to zorganizować zasłonkę. Szyby niby były ściemniane, jednak było od nich na prawdę gorąco.

 
Z minusów jakie zauważyłam w górach:
- dzikie zwierzęta odchodzą od ludzi, ale nie obawiają się kontaktu z psami. Należy je od psów odganiać, ponieważ są agresywne, czesto poranione, więc pewnie również chore. Słyszeliśmy nawet, że warto mieć ze sobą flary lub świece dymne, bo w grupie nabierają pewności siebie
- upał! Upał jest ogromny, nawet wysoko w górach od wczesnych godzin porannych do zmroku. Za tym idą nagrzane do czerwoności kamienie na trasie
- z psem nie wejdziemy do żadnej kawiarni
- w wioskach pieski z posesji ganiają luzem i z radością podchodzą do ludzi i samochodów
A z plusów:
- psy mogą wszędzie chodzić luzem- w górach niemal nie ma ludzi, a psy i zwierzęta są tylko przy domach. Lina z amortyzatorem okazała się zbędna
- niżej jest sporo rzek i strumyków, gdzie można wspólnie zażyć miłej kąpieli
Ogólnie góry moim zdaniem są dobrym miejscem na wakacje z psem. I my i one czuły się tam dobrze :)

Z dzikich i niedostępnych gór zjechalismy na wybrzeże- w końcu w wakacje koniecznie musi być morze! :) O tym, jak było nad morzem w kolejnej części :) 

10 komentarzy:

  1. Marzenia o bałkanach przez Was jeszcze mocniej dają o sobie znać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja jednak pomimo wszystko i tak wolę nasze, ewentualnie Czeskie góry :)

      Usuń
  2. Jejku, ale tam cudownie! Mam dzięki Wam ochotę wybrać się w tamte tereny. Czekam na kolejny post o Waszych wakacjach.
    P.s Śpiąca Suri wygląda jak aniołek! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh nie mogę się doczekać kolejnej części. Uwielbiam czytać o podróżach z psem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie zabieram się do kolejnej części :)

      Usuń
  4. Wow, niesamowite, można sobie pomarzyć... :D
    W przyszłości, w przerwie okołostudyjnej marzy mi się podobny wyjazd, dlatego też, ja również z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części! :)

    PS
    Ile czasu tam spędziliście?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej piękna wyprawa! Od dwóch lat marzy mi się Albania, mam nadzieję, że uda mi się namówić mojego B. zanim jeszcze Albania okaże się równie tanią alternatywą dla turystów jak Bułgaria, gdzie byliśmy tego roku :-) Albania ma w swoich zasobach wspaniałe tereny i marzy mi się kiedyś obejrzeć je na własne oczy, ale wizja tego, że w chwili obecnej głównie samochody terenowe mogą poruszać się po większości zakątków w kraju, trochę mnie odstrasza :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na wybrzeżu są normalne drogi i wygląda prawie tak samo jak Bułgaria... :/

      Usuń

Podziel się swoją opinią! :)