środa, 12 kwietnia 2017

Z pamiętnika psiego odludka.

Piękny, słoneczny sobotni poranek. Parki już zielone i pachnące wiosennymi kwiatami, rosa jeszcze nie wyparowała z trawy. Jest przyjemnie, chłodno, idealnie na spacer. Właściciele czworonogów zbierają obroże, szelki, adresówki, butelki z wodą. Ubierają swoich przyjaciół i wyruszają.
W parku spotykają się naprzeciw siebie- pani z miłym, puchatym pieskiem i pan z dużym, groźnym psem. Oba psy są spokojnie, maluch biega, duży spokojnie czeka na rozpoczęcie cotygodniowego treningu.

W miarę zmniejszenia odległości pan przywołuje dużego psa, zapina na smycz, nagradza smakołykiem, schodzi ze ścieżki na trawę.
Wykonuje parę prostych komend - obrót, siad, noga.
Dobrze się bawią, emanuje z nich spokojna, radosna energia. Pan się cieszy, że waruj wreszcie wychodzi bez czołgania się, pies się cieszy, bo właściciel, praca i smakołyki to to, co kocha najbardziej.
Spokojny poranek w pustym parku to idealna okazja do kilku ćwiczeń. Może niedługo wystartują w jakiś zawodach? Posłuszeństwo, którego uczą się na seminariach, idzie im coraz lepiej.

Pani radośnie zachęca psiaka do biegania, a mały, słodki piesek gania jak szalony, wybiegując energię z całego tygodnia pomiędzy zielonymi drzewkami. Tarza się w świeżej trawie, cieszy chwilą wolności.
Pani uważa, że piesek powinien przynajmniej raz w tygodniu porządnie się wybiegać. Nie bardzo chce biegać za piłką, więc cieszy się, kiedy mały zasuwa jak torpeda.
Zauważa z daleka psa - rano to niecodzienny widok Cieszy się, bo kundelek uwiebia inne psy, więc z pozytywnym nastawieniem udają się w tą stronę.

Pan prosi o zabranie pieska. Pani odkrzykuje, że on chce się tylko przywitać, nic złego nie zrobi, przecież jest kochany.
Duży pies jest zmuszony przerwać pracę, jego emocje gwałtownie wzrastają, ciało sztywnieje, ogon zadziera się do góry. Pani idzie w ich stronę wspierając psiaka w radosnym pląsaniu. Przecież nic nie może się stać, jej piesek jest kochany, tamten coś ćwiczy czyli tresowany. Pobawią się chwilę.
I tutaj dzieją się dwa scenariusze:

1. Mały piesek dobiega do dużego psa. Właściciel trzyma smycz czekając na rozwój wypadków, bo łapanie psa za obrożę wzmaga agresję. Pies z racji tego, że lubi pracę i właściciela i właściwie nic poza tym po prostu łapie pieska w zęby, krew się leje, pani zaczyna krzyczeć, ale nie podchodzi, bo pies daje do zrozumienia, że jest następna w kolejce.
Pan ze smyczą w ręce nie jest w stanie nic zrobić, stara się uspokoić psa, żeby puścił małego pieska i nie zaatakował jego właścicielki.  Pani w końcu zabiera zakrwawionego pieska z połamanymi żebrami i krzyczy, że duży pies jest niewychowany i z takim bydlęciem nie można wychodzić z domu.

2. Mały piesek dobiega do dużego psa. Pan przerywa pracę z psem w połowie łańcucha, chowa smakołyki, łapie go ciasno i boleśnie za głowę, zaczyna dusić.  Kundelek biega dookoła, duży pies się szarpie i piszczy z bólu, pani biega dookoła krzycząc, że jeśli pan by puścił psa to by się bawiły i nic by się nie stało jednocześnnie próbując złapać swojego pieska.
Po kilku minutach duży pies jest wściekły na przerwaną pracę, brak smakołyków, na obcą osobę biegającą dookoła niego ze skaczącym po nim psie, na właściciela, który nagle, po dobrze wykonanej komendzie zaczał go szarpać i dusić obrożą.Udany trening kończy się negatywnymi emocjami i bólem, a wspaniała motywacja do ćwiczeń i wspaniale wykonane komendy są nagrodzone szarpaniną i krzykami.
Pani łapie swojego pieska i krzyczy, że pies jest niewychowany, agresywny i z takim bydlęciem nie powinno się wychodzić z domu.


Kolejny sobotni poranek właściciel dużego psa spędza na szukaniu ustronnego miejsca na spacery, daleko od innych właścicieli psów.
Duży pies w pracy nie jest już dokładny, popełnia błędy, spina się, jest daleki od radosnego stylu, jaki prezentował jeszcze tydzień temu. Odległośc w jakiej toleruje obcych ludzi i psy zwiększyła się drastycznie.
Coraz częściej właściciel musi go podbudowywać, nagradzać za dobrą motywację do pracy, jakość ich relacji bardzo się pogorszyła.
Dodatkowo zamiast iść do parku pod domem muszą jeździć daleko za miasto, gdzie nie ma już psów, ale nie ma również równych łąk gdzie można bawić się piłką i poćwiczyć.
Bliżej domu, gdzie spotyka innych właścicieli psów słyszy, że jego pies jest niewychowany i do niczego się nie nadaje.

Właścicielka małego pieska w sobotę rano, jak co tydzień, znowu chodzi po parku szukając swojemu pieskowi kompanów do zabawy. Szwy już się zagoiły, piesek teraz jedynie, nie wiedzieć czemu, uroczo szczeka zachęcając pieski do zabawy.



Dlaczego my, właściciele psów, które są wspaniałe w innych dziedzinach niż witanie się z obcymi psami, musimy uciekać z parków miejskich, gdzie witanie się jest jedyną i najbardziej pożądaną umiejętnością?

Dlaczego psy biegające luzem, bez kontroli ze strony właściciela są lepsze, niż psy, które chętnie współpracują i wolą pracę niż inne psy?
Z jakiego powodu słyszymy, że to nasze zwierzęta są niewychowane?
Dlaczego wychowaniem nazywa się podchodzenie do każdej żywej istoty w  parku i naprzykrzanie się jej? Czy bieganie z psami to jedyna dozwolona forma pracy z psem w parku?

W końcu - dlaczego psiarze, osoby, które powinny być w jedej drużynie, z taką łatwością narażają psa na ból, dyskomfort psychiczny, urazy, a nawet śmierć? W imię czego?
Przebywanie w grupie to najważniejsza potrzeba psa? Gdyby tak było, to psy nigdy nie zostałyby udomowione. Są psami, bo ich potrzeba to praca z człowiekiem. Wilk zapewne wybierze bieganie z wilkami. 


 fot Patrycja Pec


24 komentarze:

  1. Jeden z najlepszych wpisów jakie ostatnio przeczytałam. Choć osobiście uważam, że piesk który atakuje innego psa (nawet wtedy gdy ten drugi się naprzykrza) powinien chodzić w kagańcu. Moim zdaniem dopiero otwarty atak usprawiedliwia wypłynięcie agresji, gryzienie u psa atakowanego.
    Wiem, że to co napisałam jest trochę w brew naturze, bo każdy pies powinien mieć swoją przestrzeń osobistą, ale wydaje mi się że w dzisiejszych czasach to nie jest do końca możliwe. Nero też nie toleruje innych psów i zbliżenie się do niego obcego osobnika powoduje napięcie i chęć uduszenia, ale dało się nam wypracować ignorowanie w pewnym stopniu dziamdających piesków. Ja osobiście nigdy nie dopuszczam do tego, aby mój pies musiał pogonić delikwenta, który naprawdę przekracza wszelkie granice. Mój pies ze względu na mnie tworzy pewien kompromis (nie atakuje dziamdaczy) ja za to nigdy nie pozwalam owemu dziamdaczowi podejść do mojego psa bliżej niż jest on to w stanie wytrzymać. Swoją drogą, współczuję wszystkim tym, którzy mieszkają ze swoimi psami w mieście. Właśnie ze względu na te dziamdacze. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja uważam, że nie potrzeba agresywnego psa, żeby zaatakował kogoś, kto mu przeszkadza w pracy - jedzenie i zabawki to wystarczający bodziec, żeby spokojny borderek się zdenerwował i wtłkukł intruzowi.

      Usuń
  2. W obu rozwiązaniach nawaliły obie osoby. Właściciel małego pieska, który nie nauczył go odwołania, ale równiez Pan dużego psa, który nie nauczył psa spokojnego kontaktu z innymi psami. Pies, który moze być agresywny bez powodu powinien być kontrolowany. Skoro nie umie trzymać nerwów na wodzy, by nie rzucić sie na psa, który wysyła sygnały do zabawy. Druga kwestia, ze nasz wesołek powinien umieć czytać cs'y

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy trzymanie na smyczy psa nie jest wystarczającą kontrolą? Jako właściciel lękowego psa, sklonnego do odgonienia dosyć agresywnie innego psa (ale zawsze bez pogryzien) muszę powiedzieć, ze to nie jest tak hop siup wypracować ignorowanie innych psow, a co dopiero witanie się. A to, ze jakiś piesek wesołek podbiega do nas, a w parku mój pies kaganca nie nosi, to już problem jego właściciela. Najgorsze są sygnały do zabawy dla niestabilnego psa, bo nie wie czego się spodziewać, każdy pies bawi sie inaczej, więc już prędzej psy z problemami są w stanie tolerować drugiego psa, który wysyła sygnał, ze nic nie chce zrobić i właściwie to nawet nie chce podchodzić. A co do cs'ów to zawsze się znajdzie pies, który nie umie ich czytać, albo taki który wysyła ledwo dostrzegalne. Więc moim zdaniem, to tutaj była ewidentna wina po stronie psa-wesołka. Chciałoby się kontrolować i przewidywać otoczenie przy takim psie (mailowym), ale inni wlasciciele to utrudniają do potęgi ;)

      Usuń
  3. Niestety mogę się zgodzić tylko połowicznie. Mnie też doprowadzają do furii wszelkiej maści podbiegacze, sucza moja jest psem niepewnym siebie z skłonnościami do agresji lękowej i doskonale wiem ile taki mały popierdzielać potrafi zepsuć ALE to moim zadaniem jest praca nad moim psem. Nie można obwiniać całego świata o to, że coś nam umknęło, że gdzieś popełniliśmy błąd. Na pierwszym miejscu powinno być wychowanie i socjal a na drugim sport. Podbiegające pieski zdarzają się zarówno na spacerach jak i treningach bardzo często i praca nad zachowaniem naszego psa w takim rozproszeniu powinna być elementem treningu. Nie każdy pies musi lubić inne psy ale nie powinien reagować w taki sposób. Kontrola nad psem agresywnym jest takim samym obowiązkiem opiekuna jak zapytanie czy pieski mogą się przywitać i respektowanie odpowiedzi z drugiej strony nawet jeśli jest przecząca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne że to jest praca nad naszym psem, w końcu nie można wymagać od włąścicieli podbiegaczy czegokolwiek ;) Ale wkurza mnie okrutnie to, że tak na prawdę powinnam przepracować robienie moim psom krzywdy- zabieranie im zabawek, skakanie po mnie, atakowanie ich, skakanie po nich, próby krycia Suri, szarpanie się na smyczy kiedy podbiegacz podbiega jak są na smyczy albo przy rowerze... To nic innego jak krzywdzenie swojego psa żeby podbiegacz mógł w spokoju podejść do moich, a potem do 40 innych psów w parku.

      Usuń
    2. To co napisałaś w poście ma się nijak do tego co napisałaś w komentarzu :P

      Usuń
  4. Tak bardzo prawdziwe... My w ładne, ciepłe weekendy musiałayśmy zrezygnować z długich spacerów i jakichkolwiek treningów, bo nagle wszędze pełno nieogarniętych psów. Zimą nikt z nimi nie wychodzi dalej niż pod blok. Znów musiałam przenieść spacery na 5-8 rano. Dobrze, że pogoda się popsuła i parki oraz skwerki i ulice magicznie znów są puste. Natretni witacze znikneli, niestety tylko na chwile

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam uczucie aż za bardzo. Odchodzi się na bezpieczną odległość wystarczającą dla mojego psa, aby w spokoju popracować, nie po to, aby po chwili wszystko szlo sie je*ać, bo jakiś piesek postanowił się przywitać. Jeśli ktoś uważa, ze pies powinienn być pod kontrolą i umieć się zachowywać względem innych psów, to słusznie, ale nie od razu Kraków zbudowano....ktoś może pracować nad stopniowym zmniejszaniu odległości względem innych psów, przy okazji cwiczac ignorowanie, ćwiczenia z posłuszeństwa, co świetnie wychodzi, do czasu kontrolowania otoczenia bez nieprzewidywalnych podbiegaczy. Ktoś wyzej napisał, ze najpierw socjalizacja a później sport, a ja sie zapytam co ma wypełniać życie takiego problemowego psa, gdzie praca nad zachowaniem nie trwa miesiąc dwa, a jest długoterminową albo nawet bezterminowa. Nie wyobrazam sobie rzucać piłki bez sensu wywołując frustrację i stres, albo nic tylko chodzić wokół innych psów, bo przecież nie mogę nic cwiczyc, bo mój pies nie lubi podbiegaczy. Dopóki mój jest na smyczy to podbiegiwacz raczej jest sam sobie winny, bo ja zawsze uprzedzam właściciela innego psa, gdzie czasami jest to z premedytacją ignorowane, bo co ja biedny chlopaczek mogę wiedzieć kontra pani co ma psy od wieków ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Gaz pieprzowy polecam. Tłumaczę się potem, że pies chciał na pewno mnie zaatakować, a ja się boję i o swoje pieski, a mnie kiedyś taki pogryzł i w ogóle... Jak moje jest na smyczy, zawsze to ja mam rację wg służb. Kropka. Koniec. Nie będę kochana dla właścicieli-kretynów kosztem moich psów. Nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny wpis, ale też mam zastrzeżenia. Po pierwsze, nie pierwszy już raz w podobnym kontekście czytam "mały podbiegacz", "duży pracujący". Ja akurat pracuję z małym psiakiemi nie jest to bezmózgi szczekacz/podbiegacz Zagrożenie często jest w przeciwną stronę. Mój psiak jest przyzwyczajony do psów (nawet podbiegających w trakcie pracy). Zirytowany natrętnym wyrywaniem z pracy najwyżej warknie, ale to warknięcie może być różnie odczytane. W razie czego to mój pies może łatwo wylądować w roli ofiary. I tu drugie "ale" - mimo wszystko, trzeba uwzględniać, że wypadki chodzą po ludiach (i psach). Jasne, że mnie irytuje, kiedy ktoś podchodzi celowo. Może się też jednak zdarzyć, że podbiegnie pies, który zerwał się ze smyczy lub zgubił. Trzeba się tez liczyć z tym, że całego świata nie wychowamy. Dlatego (przede wszystkim dla komfortu własnego pracującego psa) uważam za jeden z priorytetów, żeby podbiegającego psa potraktował na luzie. Dla mnie scenariusz, w który pies (nawet pracujący na smyczy) zagryza innego (nawet bezmyślnego podbiegacza) nie jest akceptowalny. Podobnie drugi scenariusz, w którym uniknięcie zagryzienia wiąże się z takim kosztem. Ja w takiej sytuacji traktowałabym mimo wszystko jako priorytet pracę nad socjalem. Nie po to by piesek kochał cały świat i hasał z innymi psiuńciami, tylko właśnie po to, żeby potem miał komfort w pracy. Realistycznie nie zmieni się całego świata, choć wpis generalnie popieram i będę się cieszyć, jeśli wyeliminuje choć jednego podbiegacza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mały pies bo w miejscu w którym regularnie ćwiczę jest cisza i spokój z wyjątkiem pewnej pani, która regularnie przychodzi z dwoma małymi samcami teriera, puszcza je i idzie posiedzieć na ławeczce albo w samochodzie. Na zwracanie uwagi przez ludzi reaguje opryskliwym "pues musi się wybiegać" albo "bo pana pies ma ruję" (z samcami włącznie :D. Terierki są regularnie atakowane przez psy, kopane przez ludzi, potrącane przez rowery ale ani one ani właścicielka nic sobie z tego nie robią.
      Jako że nikt nie jest w stanie ich zabrać czasem przez pół godziny trzymam psa w klatce lub w odłożeniu i staram się ich pozbyć, co dość dobrze gasi mojego psa nastawionego na pracę.
      Jak już pisałam wyżej- moim zdaniem nie potrzeban agresywnego psa, żeby pies w trybie pracy, posiadający zabawki czy jedzenie zareagował gwałtowanie na podbiegacza. Stopień obrażeń często również zależy od nachalności podbiegacza i zachowania jego właściciela, nie zawsze wina leży po stronie psa który zrobił większe rany.

      Usuń
  8. Ja już się pogodziłam z "podbiegaczami". Nie wyedukujemy całego świata. Kilkukrotnie zdarzyło mi się obserwować, jak mój pies gnoi natręta i próbuje go przepędzić, a właściciel pieska był zachwycony "jak ładnie się bawią". Psa uczę, że podbiegacza można "ustrzelić" ale w granicach zdrowego rozsądku (nie tak drastycznie, jak opisałaś z rozlewem krwi i połamanymi żebrami ;) ) Okazało się, że to podnosi kompetencje społeczne mojego dzikusa o wiele bardziej niż spacery integracyjne i inne mroczne zabiegi. Uczy się pokazywać psom "spadaj" bez rozlewu krwi, jednocześnie coraz rzadziej sam inicjuje bójki i o to nam chodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zależy co się chce, ja wolę, żeby mój pies wcale nie podejmował prób komunikacji. Jeśli jest ze mną to ze mną, nie z otoczeniem, nie ma mieć wrażenia, że można przerawć dialog ze mną i iść rozprawiać się w jakikolwiek sposób z otoczeniem :p

      Usuń
    2. zależy co się ma ;) czy psa, którego uczysz od początku pracy, czy takiego z odzysku, który musi się nauczyć komunikacji z psami i Tobą, no i on nie może nigdzie "iść" i się rozprawiać, rozprawia się z "otoczeniem" które do niego podbiega, byłoby to uważam nie fair, gdybym oczekiwała 100% skupienia, kiedy zaczepia go inny pies, bo on nie jest na to jeszcze gotowy

      Usuń
  9. Jest jeszcze trzecia opcja: Pan każe pani wypier... w niewybrednych słowach i grozi, że poleje się krew i gaz, pani oburza się straszliwie i mówi "chodź Perełko od tego chama".

    Wiele mnie kosztują podobne sytuacje, bo wychowano mnie w gruncie rzeczy na osobę uprzejmą i chyba za mało asertywną, ale plus jest taki, że jedna spina na poziomie rynsztoka wystarcza, żeby ci najbardziej upierdliwi woleli mnie omijać, bom burak, cebula i cham (do tego brzydko ubrany, co było podstawowym argumentem jednej pani :D)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i ja się kurczę też nie mogę w 100% zgodzić ;) Bo o ile również uważam, że parkowe jazgociaki są zjawiskiem straszliwie irytującym, a ich właściciele pozwalając im na takie zachowanie wykazują się całkowitym brakiem kultury, o tyle uważam, że zadaniem opiekuna psa jest nie dopuszczenie do sytuacji, w której jego zwierzak zrobiłby krzywdę innemu - nieważne, czy sprowokowany czy nie. I mówię to jako właścicielka dużego, silnego psa rasy zasadniczo niechętnej wobec innych przedstawicieli własnego gatunku i mocno reaktywnej. Przecież oprócz podbiegaczy w parku może się trafić masa innych czynników które mogą mi psa wytrącić z trybu pracy, na czele z bawiącymi się dziećmi - wtedy utrata kontroli nad zwierzem mogłaby się skończyć tragicznie. Jeśli nie jestem całkowicie pewna, że mój pies jest łagodny i uodporniony na standardowe parkowe rozproszenia to albo wybieram na spacery miejsca odosobnione, gdzie nie spotkam jazgociaków, albo zakładam smycz i kaganiec. I taki kompromis jest w zasadzie powszechnie w świecie przyjęty - gdyby na przykład w UK mój pies zaatakował innego to nikogo by nie interesowało czy był sprowokowany czy nie, nikt by nie pytał czy to akurat pracujący maliniak czy kanapowy york, ważny byłby sam fakt, że straciłam kontrolę nad swoim psem. Uważam, że psa trzeba przystosować do 'życia w społeczenstwie', i dotyczy to zarówno ogarnięcia go w kwestii zaczepiania zwierzaków w parku jak i nie dopuszczenia, żeby w jakiejkolwiek sytuacji wyrządził komukolwiek jakąś krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To, to! Dokładnie się zgadzam w 100% i dziękuję bardzo za ten komentarz bo napisałaś o wiele jaśniej to o czym ja pisałam. Pozdro

      Usuń
  11. Ten facet jakiś dziwny. I ten artykuł tez. Ja potępiam ludzi co nie umieją panować nad psem i sprawić by lubił psy

    OdpowiedzUsuń
  12. Sprawa jest prosta. Jeżeli ktoś ma niegrzecznego psa to niech idzie tam gdzie nie ma psów. Jak widzi grupkę psów to niech nie idzie ta droga z myślą ze mam prawo tedy iść. Takie osoby z psami samotnikami muszą ustępować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu Ty...? :D miałam ogromną nadzieję, że zerwane kontaktu i wyrzucenie Cię że znajomych wreszcie coś podziała, ale widzę, że ból dupy jest zbyt duży.
      Śmiesznie czyta się takie farmazony z ust dziewczyny, której collie (!!!) Rzucił się na człowieka i to przewrócił, jak sama się chwaliłaś.
      Myślę że o treningu nie możesz wiedzieć zbyt wiele że względu na brak podstaw i same niezdolne do pracy psy.
      Patrząc na zalosny stan Twojej wiedzy i jeszcze gorszy poziom Twoich zwierząt zadziwia mnie fakt, że uczysz innych ludzi i popierasz za to opłaty. Jak można uczyć innych skoro samemu nie reprezentuje się sobą niczego? Bo co potrafisz? Bredzić w Internecie i rzucić frisbee? Bujda.
      Rękawicy o moich wrogach nie podejmę j nie komentuję, jako że jesteś zdecydowanie jednym z nich i wiele razy to ja przed Tobą i Twoim chorym na umyśle psie musiałam uciekać.
      Masz rację z wyjazdami za miasto- dlatego w moim życiu pojawił się samochód, czego pewnie nie wiesz, bo z wiadomych powodów nie chcę żebyś wchodziła z butami i swoimi problemami do mojego życia.

      Usuń
    2. A jeżeli i tak nadal fascynuje Cię nasza relacja- powiedz Kasiu gdzie była ta wspaniała samokontrola i Twoja wiedzą, kiedy Twój Rajder gryzł mojego psa i odciągałaś go za tylne nogi? Albo wtedy kiedy na zawsze oślepił małego cavaliera na jedno oko atakując go? Mając takie wysoki na koncie na prawdę musisz mieć spore braki, żeby wytykać mi mniej lub bardziej niemiłe i dosadne trzymanie dystansu. To właśnie brak dystansu i kolaborowanie w parku zamiady zwracanie uwagi na to co robi Twoje zwierze sprawiło, że Twój pies okaleczył tyle innych zwierząt.

      Usuń
    3. Kasiu ale ja nie muszę nic ukrywać. Dla mnie jestem dnem jeśli chodzi o szkolenie psów i jako osoba. Nie lubię cię, nie będę cię lubić, według mnie twoje metody szkoleniowe są głupie, a podejście do psów żałosne. Nie muszisz dowiadywać się tego od innych ludzi, z radością sama ci to napiszę czy powiem w twoją piękną twarzyczkę jeśli kiedyś będzie nam dane się spotkać.
      Każdej osobie jaka mnie zapyta czy polecam zajęcia z Tobą (jak ostatnio miałam pytanie) powiem, że zdecydowanie odradzam takie zajęcia, bo jesteś zerem w szkoleniu psów.
      To jest moja opinia której nie zmienię chociażbyś napisała mi jeszcze drugie tyle wiadomości z pogróźkami i obelgami. Jesteś dla mnie nikim i powiem to każdemu kto będzie mnie o to pytał, z tobą włącznie.
      Według mnie byłoby lepiej gdybyś zajęła się paleniem zioła bo to jedna z niewielu rzeczy, w której jesteś dobra.
      Mam nadzieję że teraz nie będziesz musiała straszyć mnie, że wiesz od ludzi i ż emoja opinia bla bla bla, bo wiesz jakie jest moje zdanie publicznie i z pierwszej ręki.

      Usuń

Podziel się swoją opinią! :)