wtorek, 13 czerwca 2017

Wielkie umysły, małe ciałka.

Szczeniaki. Fascynujące wnętrze, które kilkukrotnie przerasta możliwości małego, nieporadnego ciałka. Biała karta, którą możemy zapisywać na nieskończoną liczbę możliwości. O jakości papieru, a więc również o wygodzie pisania przez resztę życia, decydują geny i to, co zrobimy z tym drobnym stworzeniem za młodu.
Dzisiaj chciałabym opisać pięć najlepszych aktywności dla szczeniąt.



          Pierwszą i zarazem chyba najważniejszą aktywnością w życiu jest zabawa- psy kochają się bawić, a szczenięta mają w tym czarny pas.
Wspólna zabawa sprawia, że kontant z opiekunem naturalnie staje się ważny, nagradzający, ciekawszy od otoczenia. Trudne sytuacje i nowe umiejętności są przyjmowane spokojnie i z pozytywnym zaangażowaniem.
Moją ulubioną formą zabawy z młodym psem jest zabawa jedzeniem. Karma daje ogrom możliwości i wsypywanie jej do miski jest według mnie marnowaniem potężnego narzędzia szkoleniowego. Szczeniaczek od pierwszego dnia w domu ma dwie najważniejsze potrzeby- potrzebę bezpieczeństwa i zaspokajania głodu. Dając mu szansę na zabawę jedzeniem zaspokajamy obie te potrzeby. Trening dla malucha zaczyna oznaczać przyjemność i radość z kontaktu z opiekunem.
Taka forma zabawy długo nie polega na uczeniu sztuczek czy warunkownaniu na kliker. Na początku szczeniaczek uczy się, że nagrody dostaje się za zaangażowanie i pozytywne emocje. 



          Kolejną wspaniałą aktywnością jest chodzenie na smyczy. Bezpieczne, łatwe ćwiczenie zwłaszcza z jeszcze słabym fizycznie, szybko męczącym się pieskiem. Nawet kiedy przemieszczac się  kłusem nadal idzie mniej- więcej ludzkim tempem.
Chodzenie na smyczy to najlepszy czas na naukę przywołania i zakazu. Uczone od początku stają się dla psa tak oczywiste, że w przyszłości naturalnie przełoży się na bieganie luzem.
Trochę kontrowersji-  do chodzenia na smyczy często używam smyczy typu fleksi. Nie plącze się pomiędzy łapkami szczeniaka, daje stosunkowo dużo wolności, jednocześnie dając możliwość korygowania zachowań bez konieczności ciągłego pilnowania szczeniaka przy nodze. Po kolei uczy się prościej i spokojniej.



           Trzecią propozycją to klatka. Dla mnie jest to nieodłączny element psiego życia. Dzięki niej jestem w stanie zapewnić psom w każdym miejscu (w samochodzie, pod namiotem, w obcym domu) bezpieczny kąt, kawałek ich własnego domu, który mają zawsze ze sobą. Przy okazji dzięki klatce w  nie mam zniszczeń- moje buty są w całości, a psy są bezpieczne nie mając w zasięgu niebezpiecznych przedmiotów. Nie są w stanie zjeść trującej rzeczy, podłączyć się do prądu gryząc kabel, ani pobić się kiedy mnie nie ma.
Dodatkowo dzięki klatce podczas szkolenia czy seminarium psy spokojnie odpoczywają nie mając nic innego do roboty- w klatce nie ma widoku  na ciekawe rzeczy, nie słychać odgłosów szkolenia, jest cicho i spokojnie- słowem nic, tylko się wyspać przed swoim treningiem.
Klatki uczę od pierwszego dnia wspomagając tym samym naukę czystości.



          Kolejną aktywnością jest nauka przebywania w domu. Kiedy młody piesek wychodzi z klatki zwiedzać pokoje musi od początku znać zasady. W egzekwowaniu ich pomaga nastrój szczenięcia- prościej w domu utrzymać zmęczonego spacerem malucha, który załatwił swoje potrzeby i ma ochotę odpocząć. Szczeniaczek wychodząc z klatki w domu ma do dyspozycji spanie lub zabawę ze mną. Z czasem dochodzą do tego inne aktywności - spotkania z resztą psów, zwiedzanie, chodzenie za domownikami, zabawa swoimi gryzakami poza klatką.
Często pomagam szczeniaczkowi smyczą. Dzięki temu uczy się, że w domu nie można chodzić po scianach, skakać po meblach, robić sobie krzywdy, demolować ludzkich rzeczy czy zaczepiać innych zwierząt.
Dzięki tym ćwiczeniom moje psy, pomimo ich temperamentów, w domu odpoczywają, dużo śpią, często chcą się tulić. Od małego dom kojarzy im się ze spokojnym odpoczynkiem.
Te same ćwiczenia powtarzam z czasem w obcych domach i w obecności obcych psów. Dzięki temu mogę zabrać swoje psy w gości czy przyjąc znajomych z psami do siebie, ale jednocześnie uniknąć dzikich pląsów po mieszkaniu, bijatyk z psami i skakania po suficie.



           Ostatnią formą zajęcia dla szczenięcia jaką zaporponuję jest socializacja, ale mądra jej forma. Nie będę się tutaj wgłębiać w relację pomiędzy przewodnikiem i psem oraz psem i obcymi psami, bo to temat rzeka. Mogę wspomnieć jedynie, że jestem przeciwnikiem traktowania otoczenia jako formy nagrody i czegoś miłego dla szczeniaczka. Według mnie otoczenie ma być dla psa bezpieczne, a nie przyjemne (jak to pięknie ujął Patryk Krajewski podczas wykładu).
Socializacja dla mnie jest sztuką która polega na nauczeniu szczeniaczka, że otoczenie jest bezpieczne i w każdych warunkach można pracować z radosnym wyrazem. Jestem przeciwnikiem ciągania psa dzień po odebraniu z hodowli po wszystkich dworcach i supermarketach. Według mnie najpierw warto zadbać o relację z młodym zwierzęciem, nauczyć je podstaw komunikacji z przewodnikiem, zauważyć jego mocne i słabe strony. Dopiero kiedy jestem w stanie się z nim bawić w znanym i bezpiecznym otoczeniu mogę zabrać go w inne miejsca.
Socializuję psa z dźwiękami (autobusy, pociągi, strzelnica- odgłos strzału jest dla mnie ważny), róznym podłożem (place zabaw i ruszające się tam mostki dla dzieci, piasek, woda, szklane podłogi), róznymi bodźcami (skupiska ludzi, supermarkety, zapachy, parki, tłok na dworcu). W każdym z tych miejsc chcę, żeby piesek czuł się komfortowo, był skupiony wyłącznie na mnie, chętnie się bawił.
Socializację w formie ciągnięcia na smyczy, ekscytowaniu się otoczeniem, czy odczuwania stresu uważam za porażkę.


Co jeszcze dopisalibyście do tej listy? A może chcielibyście ciąg dalszy? :)

5 komentarzy:

  1. Bardzo przydatny wpis :D Od siebie dodam jeszcze samokontrolę. Dla jednych nic wielkiego, dla innych oczywistość, a ja uważam ją za dosyć ważny element wychowania szczeniaka czy nawet dorosłego psa (ze schronu chociażby) - psu, który umie panować nad swoimi odruchami łatwiej jest przykładowo odpuścić pogoń za czymś i zareagować na przywołanie. Mając okazję przerabiać temat z dosyć impulsywnym pod tym względem psem (w typie gończego polskiego) oraz reaktywnym w stosunku innych psów owczarkiem, muszę przyznać, że ćwiczenie samokontroli dużo daje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, ja tutaj miałam obraz małego papisia i jakoś nie przyszła mi do głowy samokontrola ;) A w jaki sposób ćwiczyłaś tą uemiejętność?

      Usuń
    2. Przy gończej ćwiczyłam na początek standardowo - ręka ze smakiem zamknięta i otwarta. Potem ćwiczyłam olewanie rzucanej zabawki - nie było dzikiego pędu bez wyraźnej komendy "goń" - ćwiczone w różnych miejscach i sytuacjach, na różnych zabawkach, z czasem zostało przeniesione na zwierzynę (nadal ćwiczymy, ale moment, kiedy po tym jak zając wystrzelił nam spod nóg a pies zrobił tylko 2 kroki i się zatrzymał wyczekująco na mój znak, to już było coś). Przy owczarze właściwie tylko samokontrola przy misce z karmą i przy wychodzeniu z kojca (czekanie przy otwartej bramce itp.), nauczył się rezygnować i czekać, a to nam się jakoś tak samoistnie przeniosło na życie codzienne - ot, psu wgrała się zależność, że jeśli zrezygnuje to mu się to opłaci.

      Usuń
  2. W jaki sposób można się bawić jedzeniem z psem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ręka z jedzeniem ucieka, nagradza za aktywną pogoń i wyjadanie, ja się cieszę, pies się cieszy, budujemy pozytywne emocje związane z pogonią za jedzeniem, To świetny wstęp do chodzenia przy nodze i samokontroli w późniejszym czasie :)

      Usuń

Podziel się swoją opinią! :)